sobota, 4 lutego 2017

ODumrzyłam

- Halo, żyjesz?!

 - Dogociotki Cię zeżarły?! Gamoniusowa?!

Auć. Nieładnie. Po ostatnim wpisie zamilkłam na wieki.  Niektórzy z Czytelników snuli różne teorie spiskowe. A to, że spalili mi dom, a to, że zostałam zjedzona w całości, przeżuta i zakopana. A to, że może schowałam głowę pod poduszkę i ze wstydu na dwór wychodzę zawsze z głową w kartonie.



Przyznaję, nieładnie tak zamilknąć. Internet nie zapomina takich rzeczy, ale... są rzeczy ważne i pilne. Klikanie na blogu o swoim bólu dooopy było jedną z ostatnich rzeczy, do których mi się spieszyło. Ale znów jestem.



Nie wiem czy w ogóle będzie miało to sens. Fanpejdż w końcu nie istnieje, blogosfera pewnie już wypluła nasz blog spoza tych ciekawych, mój język nim na dobre się wysotrzył to już złagodniał, ale... ale próbuję :).

Gdzie byłam i co robiłam przez czas tajemniczego zniknięcia? Dużo by pisać, ale nie chcę tego robić. To jest tak samo ciekawe jak moje notatki, które muszę przemielić podczas sesji.



Napiszę tylko jedno: niedługo minie rok. Rok, od czasu aż się zakociłam drugim kotem. Rok, kiedy zaczęliśmy intensywną pracę z behawiorystą kocim (khe, khe, do tej pory śmiałam się, że ktoś korzysta z porad kociego psychologa, a jednak, khe khe! nie śmiej się głupiutka, bo na kogo trafi, na tego BĘC!) i rok, kiedy powiedziałam sobie, że kotów mi dostatek :).

Tak, spełniłam swoje marzenie o puchatym kotku i prawie rok temu dołączyła do nas kocia księżniczka. Dotychczasowi właściciele musieli ją oddać, a że ja zawsze chciałam norwega, pomyślałam: "czemu nie?" Kotka okazała się... za idealna. Idealna aż do porzygu. Grzeczna, wychowana, spokojna. Tak, każdy normalny dałby się za nią pociąć, ale ani Kurz, ani moja rodzina nie docenili tak spokojne towarzystwo. Młody nie rozumie, czemu nie może wciągnąć księżniczki do swoich durnych pomysłów i czemu wszyscy goście wolą Zdrapkę, a nie jego... :) Rodzina z kolei zarzuca mi, że niestety wszystko mają z sierścią. Kurz jest też długowłosy, ale to Zdrapkowa sierść jest wszęzie: w świeżo otwartym pasztecie, na dywanie, na łóżku, w torebce... fruwa wszędzie kępami, przyczepia się tam, gdzie wydawałoby się, że przyczepić się nie może... i ciężko ją sprzątnąć.

Ale wszyscy kochają 6letnią księżniczkę.




Na koniec, przyznam się tylko że choć temat mruczków jest już zamknięty ("ani jednego więcej"), tak z kolei kwestia papsa się materializuje... Już rasa wybrana, już hodowla wybrana... Nic, ino odliczać, zbierać materiały, kompletować wyprawkę, szukać szkółki... i się stresować niczym przed narodzeniem dziecka! :)

















Trzymajcie się!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz